Strona główna Marketing

Tutaj jesteś

Która strategia marketingowa jest najbardziej ryzykowna?

Która strategia marketingowa jest najbardziej ryzykowna?

Masz mętlik w głowie, gdy myślisz o „strategii wzrostu” i boisz się, że jeden zły ruch pogrąży firmę? Z tego artykułu dowiesz się, która strategia marketingowa jest najbardziej ryzykowna i dlaczego. Poznasz też konkretne kryteria, które pomogą Ci ocenić, czy Twoja organizacja jest gotowa na tak odważny krok.

Na czym polega ryzyko w strategiach marketingowych?

Ryzyko w marketingu nie bierze się z samej reklamy czy jednego kanału komunikacji. Pojawia się wtedy, gdy na poziomie strategii wzrostu łączysz zbyt wiele niewiadomych naraz. Właśnie to bada macierz Ansoffa, w której krzyżują się dwa wymiary: produkt (stary/nowy) i rynek (stary/nowy). Każda kombinacja daje inny poziom niepewności dla firmy i inny czas oczekiwania na zwrot z inwestycji.

Im więcej elementów zmieniasz jednocześnie, tym trudniej przewidzieć efekty działań. Z perspektywy CFO, ale też dyrektora marketingu, ryzykowna strategia to taka, która wymaga dużych nakładów w warunkach słabego rozpoznania rynku, wysokiej złożoności operacyjnej i braku danych historycznych. Tu nie wystarczy dobry plan marketingowy – potrzebujesz odpornej organizacji i rezerw finansowych.

Skąd biorą się strategiczne porażki?

Nie każda porażka to zły pomysł na produkt. Często zawodzi dobór samej strategii. Firmy rzucają się na najbardziej „sexy” kierunek wzrostu bez analizy SWOT, bez rzetelnego badań rynku i bez zrozumienia własnych ograniczeń. Z zewnątrz wygląda to jak odważna innowacja. W środku to po prostu brak dopasowania strategii do zasobów.

Ryzyko rośnie też wtedy, gdy mylisz strategię z taktyką. „Wejdziemy w nową kategorię, odpalimy kampanię na TikToku i jakoś będzie” – to recepta na przepalony budżet, a nie na rozwój. Strategia musi odpowiedzieć na pytania „co” i „dla kogo”, a dopiero potem „jakimi kanałami” i „za ile”.

Jakie strategie marketingowe wyróżnia macierz Ansoffa?

Macierz Ansoffa porządkuje cztery główne strategie rozwoju: penetrację rynku, rozwój rynku, rozwój produktu i dywersyfikację. Każda to inna kombinacja starego/nowego produktu i starego/nowego rynku. To proste narzędzie, ale bardzo dobrze pokazuje, gdzie czai się największe ryzyko.

W praktyce większość firm porusza się po tej macierzy sekwencyjnie. Najpierw wyciskają maksimum z obecnego rynku, dopiero potem wychodzą szerzej lub inwestują w nowe linie produktów. Tylko nieliczni – zwykle duże korporacje – mogą sobie pozwolić na szybki skok do najbardziej wymagającego kwadrantu.

Penetracja rynku – dlaczego jest najmniej ryzykowna?

Penetracja rynku oznacza sprzedaż obecnych produktów obecnym klientom. Nie zmieniasz ani tego, co sprzedajesz, ani komu. Skupiasz się na tym, żeby:

  • zwiększyć częstotliwość zakupów,
  • przyciągnąć klientów konkurencji,
  • zamienić nieużytkowników w użytkowników,
  • podnieść udział w rynku na znanym terenie.

Ryzyko jest tu najniższe, bo dobrze znasz zarówno produkt, jak i rynek. Masz dane sprzedażowe, wiesz, jak reagują klienci, testujesz promocje, programy lojalnościowe, poprawiasz customer experience. To też obszar, gdzie inwestycje marketingowe zwykle zwracają się najszybciej.

Przykłady? InPost zwiększający zagęszczenie paczkomatów w małych miejscowościach czy marki FMCG, które walczą o półkę w sklepie i częstotliwość zakupu raczej ceną, dystrybucją i promocją niż wynajdywaniem koła na nowo. To rozsądne, stosunkowo bezpieczne strategie.

Rozwój rynku i rozwój produktu – średni poziom ryzyka

Rozwój rynku polega na wprowadzaniu istniejących produktów na nowe rynki. Może to być inny kraj, nowa grupa demograficzna czy nowy segment B2B. Przykład: Amazon wchodzący do Polski z dobrze znanym produktem, ale na zupełnie nowym rynku z innymi regulacjami i konkurencją.

Rozwój produktu z kolei oznacza tworzenie nowych produktów dla obecnych klientów. Tu sztandarowym przykładem jest Netflix, który z wypożyczalni DVD i prostego VOD stał się producentem własnych seriali i filmów. Znał swoją widownię, ale wchodził w obszar, który wymagał ogromnych nakładów na R&D, produkcję i budowę kompetencji kreatywnych.

Rozwój rynku i rozwój produktu są bardziej ryzykowne niż penetracja, bo w jednym z wymiarów poruszasz się po nieznanym terenie – albo nie znasz rynku, albo nowy produkt nie ma jeszcze historii sprzedaży.

Ryzyko jest tu wciąż akceptowalne dla większości firm, jeśli poprzedza je rzetelna analiza potrzeb klientów, testy pilotażowe i jasne cele SMART. Błędem jest wchodzenie w nowy kraj lub kategorię tylko dlatego, że „konkurencja już tam jest”.

Która strategia marketingowa jest najbardziej ryzykowna?

Najbardziej ryzykowną strategią marketingową w macierzy Ansoffa jest dywersyfikacja. To sytuacja, w której firma wprowadza nowy produkt na nowy rynek. Czyli jednocześnie nie zna dokładnie ani tego, co sprzedaje, ani komu to sprzedaje.

W tym kwadracie kumuluje się ryzyko produktowe, rynkowe, operacyjne i finansowe. Wymaga to pełnej przebudowy marketing mix – od strategii produktu, przez cenę, dystrybucję, aż po zupełnie nową komunikację marki. Często to de facto budowa nowego biznesu obok istniejącego.

Dlaczego dywersyfikacja jest tak niebezpieczna?

Dywersyfikacja łączy dwie najbardziej problematyczne zmienne: nowy produkt i nowy rynek. Masz więc podwójną niepewność. Nie wiesz, czy produkt w ogóle „trafia” w realne potrzeby, i jednocześnie nie rozumiesz jeszcze w pełni zachowań nowej grupy odbiorców. To mieszanka, która potrafi szybko wyczyścić budżet.

Do tego dochodzą wyzwania organizacyjne. Nowa branża to często nowe regulacje, standardy jakości, łańcuch dostaw, partnerzy, technologie. Jeśli do tego jeszcze próbujesz budować nową markę zamiast oprzeć się na istniejącej, koszt wejścia rośnie wykładniczo. Bez silnej pozycji bazowego biznesu taki ruch może zachwiać całą firmą.

Powiązana i niepowiązana dywersyfikacja

Nie każda dywersyfikacja jest równie szalona. Można wyróżnić dwa główne typy: powiązaną i niepowiązaną. W praktyce różnica między nimi ma ogromny wpływ na poziom ryzyka, jaki bierzesz na siebie jako zarząd.

W dywersyfikacji powiązanej nowy rynek lub produkt ma logiczny związek z tym, co już robisz. Masz transferowalne kompetencje, bazę klientów, rozpoznawalną markę korporacyjną. W niepowiązanej wchodzisz na grunt, gdzie nie masz prawie żadnych przewag.

Rodzaj dywersyfikacji Co się zmienia? Poziom ryzyka
Powiązana Nowy produkt/rynek, ale w obszarze spokrewnionym z dotychczasową działalnością Wysoki, ale częściowo amortyzowany przez istniejące zasoby
Niepowiązana Nowy produkt na rynku zupełnie innym niż dotychczasowy Bardzo wysoki – brak synergii, brak doświadczeń

Przykładem powiązanej dywersyfikacji może być firma SaaS, która dotąd sprzedawała narzędzie dla analityków, a teraz tworzy wersję dla dyrektorów marketingu. Zna technologię, zna branżę, zmienia trochę persony. Niepowiązana? The Walt Disney Company rozwijające jednocześnie parki rozrywki, media, merchandising, produkcję filmową, gry, a do tego przejęcia takie jak Marvel. To skala i złożoność, na którą małe i średnie firmy zwyczajnie nie są przygotowane.

Dla kogo strategia dywersyfikacji jest w ogóle sensowna?

Dywersyfikacja może mieć sens, ale tylko w określonych warunkach. To nie jest narzędzie do gaszenia pożaru, gdy główny biznes ledwo zipie. To raczej sposób na bilansowanie portfela działalności w organizacjach, które mają już bardzo mocną pozycję i zdrowe przepływy pieniężne.

Dla dużych firm o stabilnych przychodach dywersyfikacja bywa sposobem na rozłożenie ryzyka między różne branże. Spadki w jednym segmencie mogą być wtedy kompensowane wzrostami w innym. Dla startupu czy lokalnego e‑commerce taki ruch zwykle oznacza rozproszenie zasobów i utratę koncentracji na tym, co już zaczęło działać.

Kiedy dywersyfikacja bywa rozsądnym wyborem?

Choć to najbardziej ryzykowna strategia, są sytuacje, w których jest po prostu logicznym krokiem. Dotyczy to szczególnie firm, które:

  • działają w branży o malejącym potencjale wzrostu,
  • przekroczyły sufit skalowania w dotychczasowym segmencie,
  • mają nadwyżki kapitału i silny zespół R&D,
  • zbudowały bardzo rozpoznawalną i silną markę parasolową.

Dobrym przykładem jest Apple, które z producenta komputerów weszło w telefony i usługi cyfrowe. W momencie premiery pierwszego iPhone’a była to klasyczna dywersyfikacja – nowy produkt na rynku, gdzie Apple formalnie nie funkcjonowało. Firma miała jednak gigantyczny kapitał zaufania, know‑how technologiczne i lojalną społeczność użytkowników.

Takie przykłady są efektowne, ale nie powinny być punktem odniesienia dla każdej firmy. Apple czy Disney grają w innej lidze kapitałowej i kompetencyjnej niż większość polskich przedsiębiorstw. To, co dla nich jest „wysokim, ale akceptowalnym” ryzykiem, dla mniejszego biznesu może oznaczać stratę całego dorobku.

Najbardziej ryzykowna strategia marketingowa to dywersyfikacja – szczególnie niepowiązana – czyli wchodzenie z nowym produktem na zupełnie nowy rynek bez realnych synergii z obecną działalnością.

Jak ocenić, czy jesteś gotowy na najbardziej ryzykowną strategię?

Zanim w ogóle rozważysz dywersyfikację, warto przejść przez twardą, szczeryą diagnozę. To trochę jak badania przed wysiłkiem – możesz chcieć pobiec maraton, ale organizm musi to udźwignąć. Tu organizmem jest cała Twoja firma, a nie tylko dział marketingu.

Dobrym punktem wyjścia jest połączenie analizy SWOT, spojrzenia przez pryzmat PEST i szacunków opartych na danych: CAC, LTV, marża, przepływy pieniężne. Bez tego wchodzisz w nowy rynek i nowy produkt w ciemno, opierając się na intuicji i modzie branżowej.

Lista kontrolna przed dywersyfikacją

Jeśli myślisz o wejściu w nową kategorię i nowy rynek, najpierw odpowiedz sobie szczerze na kilka pytań. Takie ćwiczenie pomaga zejść z poziomu marzeń do poziomu konkretu:

  1. Czy obecny biznes generuje stabilne zyski i zdrową gotówkę, czy wciąż walczysz o rentowność?
  2. Czy masz w firmie zespół, który rozumie nową branżę, czy wszystko musisz zbudować od zera?
  3. Czy posiadasz mierzalną przewagę (technologia, dostęp do danych, marka, dystrybucja), którą możesz przenieść na nowy rynek?
  4. Czy przeprowadziłeś rzetelne badania rynku i znasz realne potrzeby nowej grupy odbiorców?
  5. Czy policzyłeś minimalny budżet wejścia i czas do osiągnięcia progu rentowności?
  6. Czy Twoja strategia marketingowa jest spójna z całościową strategią firmy, czy to tylko „poboczny eksperyment” prezesa?

Im więcej odpowiedzi „nie wiem” lub „raczej nie”, tym bardziej dywersyfikacja powinna być odsunięta w czasie. Lepiej skupić się wtedy na mniej ryzykownych kierunkach: penetracji rynku, starannym rozwoju produktu lub ostrożnym rozwoju rynku, poprzedzonym testami pilotażowymi i małymi eksperymentami.

Strategia wzrostu nie musi być widowiskowa, żeby działała. Najbardziej spektakularne porażki biorą się z tego, że firma skacze od razu do najbardziej ryzykownego kwadrantu macierzy Ansoffa, zanim w ogóle wykorzysta potencjał tych bezpieczniejszych.

Redakcja eppearance.pl

Nasz zespół redakcyjny z pasją śledzi świat pracy, biznesu, finansów oraz edukacji. Chcemy dzielić się z Wami wiedzą, która pomaga odnaleźć się w dynamicznym świecie marketingu i internetu. Stawiamy na jasne wyjaśnienia, by nawet złożone tematy były dla Was proste i przystępne.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?