Zastanawiasz się, w jakich zawodach pracy w Polsce realnie brakuje ludzi? Chcesz lepiej zaplanować swoją ścieżkę zawodową albo politykę zatrudnienia w firmie? W tym tekście znajdziesz obraz aktualnych deficytów kadrowych i napięć na rynku pracy do 2026 roku.
Czym jest Barometr Zawodów?
Barometr Zawodów to coroczna, jednoroczna prognoza przygotowywana na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Krajowym koordynatorem jest Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, a w każdym powiecie pracują lokalne panele ekspertów, które oceniają, jak będzie wyglądało zapotrzebowanie na pracowników w konkretnych profesjach. Narzędzie dzieli rynek na trzy grupy: zawody deficytowe, zrównoważone i nadwyżkowe.
W najnowszej edycji barometru na rok 2026 za deficytowe uznano 17 z 168 zawodów, aż 151 profesji w równowadze, a po raz piąty z rzędu nie wskazano ani jednego zawodu nadwyżkowego. Kilka lat temu skala była inna – w 2024 roku mówiono o 29 deficytowych profesjach, w 2025 roku o 23. Statystyki wyglądają więc na uspokojenie rynku, ale eksperci – jak Mateusz Żydek z Randstad – zwracają uwagę, że to raczej ochłodzenie popytu na pracę niż realne uzupełnienie braków kadrowych.
Warto też pamiętać, że badanie opiera się na danych z rejestrów bezrobocia, które obejmują głównie osoby o niższych kwalifikacjach i z zawodów tradycyjnych. W urzędach pracy praktycznie nie rejestrują się specjaliści IT, inżynierowie wysokich technologii czy analitycy danych – te grupy rekrutują się poza systemem publicznym, więc ich faktyczny niedobór może być znacznie większy, niż pokazują oficjalne tabele.
Jakie zawody są dziś najbardziej deficytowe?
Co to właściwie znaczy, że zawód jest deficytowy? To sytuacja, w której liczba ofert pracy wyraźnie przewyższa liczbę kandydatów o wymaganych kwalifikacjach. W Polsce od lat w deficycie pozostają te same grupy zawodowe, co pokazuje, że problem ma charakter strukturalny, a nie chwilowy. W wielu regionach rekrutacje trwają miesiącami i kończą się zatrudnieniem osób, które trzeba intensywnie szkolić od podstaw.
Na liście najtrudniejszych do obsadzenia profesji w 2026 roku dominują cztery duże bloki. Pierwszy to sektor medyczno‑opiekuńczy: lekarze, pielęgniarki i położne, opiekunowie osób starszych i niepełnosprawnych, psycholodzy oraz terapeuci. Drugi blok to edukacja – brakuje nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących, zawodowych, języków obcych, a także nauczycieli praktycznej nauki zawodu i kadr dla szkół specjalnych. Trzecia grupa to TSL, czyli transport, spedycja i logistyka, gdzie trudno znaleźć kierowców ciężarówek, kierowców autobusów oraz magazynierów. Czwarty obszar to branże techniczne i budownictwo specjalistyczne.
W wielu powiatach szczególnie poszukiwani są przedstawiciele takich profesji:
-
elektrycy i energetycy w energetyce konwencjonalnej oraz OZE,
-
spawacze i monterzy instalacji budowlanych,
-
operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych oraz pracownicy produkcji,
-
samodzielni księgowi i pracownicy służb mundurowych.
Deficyty w ochronie zdrowia i opiece senioralnej rosną szybciej niż możliwości systemu edukacji, który szkoli nowe roczniki. To efekt starzenia społeczeństwa – GUS prognozuje, że do 2060 roku udział osób w wieku produkcyjnym spadnie poniżej połowy populacji, a liczba seniorów, szczególnie powyżej 70. roku życia, silnie wzrośnie. W takim otoczeniu zawody związane z opieką długoterminową, rehabilitacją i wsparciem psychologicznym będą coraz mocniej poszukiwane.
Dlaczego liczba zawodów deficytowych spada?
Na pierwszy rzut oka mniej zawodów deficytowych może wyglądać jak dobra wiadomość. Mateusz Żydek zwraca jednak uwagę, że mamy raczej do czynienia z objawem ostrożności biznesu. Firmy ograniczają inwestycje, zamrażają rekrutacje, łączą stanowiska, a w niektórych branżach redukują etaty. To powoduje mniejszą liczbę nowych ofert, więc część zawodów przechodzi statystycznie do kategorii „równowaga”, nawet jeśli w praktyce znalezienie specjalisty wciąż jest kłopotem.
Na spadek liczby zawodów deficytowych wpływa kilka jednoczesnych zjawisk: niepewność gospodarcza, presja kosztowa, wydłużanie procesów inwestycyjnych oraz zmiana zachowań kandydatów. Osoby zatrudnione na stabilnych etatach rzadziej decydują się na udział w rekrutacjach w czasie spowolnienia, bo obawiają się ryzyka zmiany pracodawcy. Działy HR dostają więcej CV, lecz znaczną część stanowią aplikacje osób niedopasowanych kompetencyjnie, co wydłuża selekcję i wcale nie poprawia realnego wyboru kandydatów.
Równolegle coraz mocniej działa czynnik demograficzny. Według GUS liczba pracujących w gospodarce narodowej w 2025 roku wynosi nieco ponad 15 mln osób, a średni wiek pracownika to 43 lata – jeszcze kilka lat temu był niższy. Prognozy mówią o możliwym spadku populacji nawet o jedną czwartą do 2060 roku, przy jednoczesnym wzroście udziału seniorów. W takim układzie trudno mówić o „nadwyżce” pracowników w jakiejkolwiek grupie zawodowej, co dobrze widać w tym, że brak zawodów nadwyżkowych utrzymuje się piąty rok z rzędu.
Coraz ważniejszą rolę odgrywają także cudzoziemcy – obecnie pracuje ich w Polsce około 1,2 mln, a ich składki na ubezpieczenia społeczne wzrosły z 3 mld zł w 2017 roku do ponad 15 mld zł w 2023 roku. Przedstawiciele organizacji pracodawców podkreślają, że pracownicy z zagranicy nie zabierają miejsc pracy, lecz raczej łatają luki kadrowe w rolnictwie, przemyśle czy usługach, co widać zwłaszcza w sezonowych szczytach zatrudnienia.
Jak przygotować się do zmian na rynku pracy?
Jeśli planujesz karierę albo myślisz o przebranżowieniu, warto zadać sobie pytanie, które branże będą się bronić nawet w okresach spowolnienia. Dane z Barometru Zawodów pokazują, że najlepiej trzymają się profesje oparte na realnych, trudno automatyzowalnych kompetencjach: medyczno‑opiekuńczych, technicznych, edukacyjnych oraz związanych z szeroko rozumianą logistyką. Dla wielu osób dobrym kierunkiem może być wybór szkół policealnych kształcących opiekunów medycznych, higienistki stomatologiczne, techników masażystów czy specjalistów TSL.
Pracodawcy z kolei muszą pogodzić się z tym, że rynek pracownika nie zniknął, tylko przybrał inną formę. Coraz ważniejsze staje się inwestowanie w szkolenie młodszych roczników, transfer wiedzy od starszych pracowników oraz mądre łączenie automatyzacji z rozwojem ludzi. W wielu firmach to wewnętrzne programy rozwoju, a nie zewnętrzne rekrutacje, będą jedyną realną drogą do uzupełniania braków kadrowych.
Dobrą strategią, zarówno dla osób szukających pracy, jak i dla firm, jest zaplanowanie kilku konkretnych kroków:
-
wybranie 1–2 branż deficytowych, w których realnie widzisz dla siebie miejsce,
-
sprawdzenie lokalnych danych dla powiatu lub województwa, gdzie chcesz pracować,
-
dobór kursów, szkoleń lub kierunku edukacji zawodowej pod konkretne kompetencje,
-
analiza możliwości pracy w środowisku międzynarodowym, także z udziałem cudzoziemców.
Na koniec warto spojrzeć na liczby: 5,1 proc. bezrobocia według GUS daje Polsce drugie miejsce w Unii Europejskiej, tuż za Czechami. Taki poziom oznacza rynek, w którym ofert nie ma w nadmiarze, ale w żadnej z branż nie widać też realnej nadwyżki kandydatów.
Artykuł powstał przy współpracy z https://scenadomen.pl/.
Artykuł sponsorowany